Witamy na forum Internetowego Klubu Autorów Rozmaitych. Zapraszamy zarówno Ikarytów, jak i nie-klubowiczów do dyskusji, ćwiczeń i szlifowania warsztatu. Gwarantujemy, że czas spędzony na forum Ikara nie będzie czasem straconym. Jesteśmy tu po to, by uczyć się tworzyć teksty literackie, wspierać dobrą radą, oraz poznawać ludzi o podobnych zainteresowaniach. Celem klubu przede wszystkim jest dobra zabawa, rozwijanie talentu i rozmowy około literackie.
Czy jesteś spamerem?: Do what you want and enjoy it!
Czy umiesz pisać?: bazgrzę
Czy umiesz czytać?: sylabizuję
Dołączyła: 25 Lis 2007 Posty: 1375 Skąd: Płock/Wawa
To w pewnym sensie zabawne, ale tylko w pewnym. Kiedyś ludzie uprawiali seks przy świetle świec, a w XXI wieku – przy błękitnawym blasku 24-calowego monitora. Agata nie uważała się za osobę wyjątkowo romantyczną, ale czuła, że to lekka przesada. Kochała się z roztargnieniem, myślami odbiegając gdzieś daleko. Potem leżała w przepoconej pościeli, wcale nie czując się zaspokojona. Właściwie wszystko wydawało się jej dziwnie nijakie – jasno-kremowe ściany pożółkły w mdłym świetle plazmy, a cienie igrały na ścianie z wyobraźnią, przyjmując surowe kształty i linie tak ostre, że gdyby ich dotknąć, można by się pokaleczyć. Marek wyszedł do łazienki, więc ona też wstała, chcąc się już ubrać. Zdała sobie sprawę, że już dawno nie mieli okazji chwilę razem poleżeć, pooddychać nawzajem zapachem swoich ciał. Załatwiali seks nieprzyjemnie mechanicznie – przynajmniej z punktu widzenia Agaty tak to wyglądało. Stanęła stopą na stercie książek. Marek zawsze musiał robić taki bałagan – ustawiał piramidki z czasopism, ksiąg i płyt, czasem już tak wysokie, że drobne pchnięcie potrafiło je przewrócić. Mężczyzna niewiele się tym przejmował, stawiając nieporadne, ciężkie kroki, raz po raz powodując niewielkie trzęsienie ziemi i jeszcze większy bałagan na podłodze.
Właściwie pod żadnym względem nie był idealny. Skarpetkami nie trafiał do kosza na brudy, ale wszędzie indziej. Nawet zrobienie sobie zwykłej kanapki z serem i szynką w jego przypadku kończyło się Armageddonem w kuchni. Nie zarabiał za wiele, ciągle brał coś dodatkowo na boku, ale kasy jakoś z tego nie było. Nie, to nie do końca tak – oczywiście, że była, ale zawsze szła na coś ważniejszego. Na monitor. Albo nową kartę graficzną. Albo coś do samochodu. Fakt, że staruszek Opel ledwo trzymał się kupy, nie miał tu nic do rzeczy. Agata tęskniła za wypadem do jakiejś przytulnej knajpki zamiast do McDonald’sa, czy za jakimś drobiazgiem od czasu do czasu. Zazdrościła własnej matce – ojciec co prawda przechodził kryzys wieku średniego, ale dalej potrafił kupić małżonce kwiaty bez powodu.
Może jednak była romantyczką. Ale tylko troszeczkę. Potrzebowała zmiany w życiu i wywrzeszczała to Markowi w twarz, dając mu ultimatum – zmieni się, jeśli ją kocha. Dorośnie wreszcie i będzie mężczyzną, przy którym mogłaby czuć się bezpiecznie, wyjść za mąż i urodzić dziecko, a kiedyś być może doczekać się własnego mieszkania, nie wynajmowanego. Powiedziała to wszystko, choć zdawała sobie sprawę, że człowiek nie zmienia się z dnia na dzień, a na pewno nie taki człowiek jak Marek. Ale musiała dać mu tę ostatnią szansę. Może w przyszłości zagrozi, że odejdzie, choć nie ma dokąd. I nie ma do kogo.
Zaraz następnego dnia, ku zaskoczeniu Agaty, Marek rzeczywiście postanowił coś ze sobą zrobić – owa zmiana na lepsze była mała, zapakowana w pasiasty papier i czerwoną kokardę i miauczała ze środka. Kobieta nie była pewna co z nią zrobić. Posiadanie kota wiązało się w dużą ilością futra na wszystkich meblach, pogryzionymi kwiatkami i podartymi zasłonkami. Ze śmierdzącą kuwetą w przedpokoju i pluszowymi myszami porozrzucanymi po całym domu. Kot – jak mężczyzna – przynosił ze sobą dużo zbędnego zamieszania. Mimo to nie miała serca oddać go z powrotem do schroniska. Jeśli Marek wykazał dobre chęci, to i ona powinna.
Pierwsze, co rzuciło się jej w oczy, to że zwierzaczek się nie uśmiecha. Myślała, że wszystkie koty mają pyszczki układające się w wyraz wiecznego zadowolenia. Ten nie uśmiechał się nigdy. Wpatrywał się w nią wielkimi, trochę wyłupiastymi, żółtymi oczami i nerwowo machał ogonem. Czarne futerko bez chociaż jednej plamki sterczało na wszystkie strony, i choć kotek lizał je zawzięcie, nie chciało się ułożyć. Elektryzował się też mocno, więc gdy go głaskała, iskierki przeskakiwały między jej ręką a czarnymi uszkami, przez co zwierzak machał zabawnie łebkiem.
- Czemu on jest taki smutny? Może trzeba się z nim więcej bawić?
- To się z nim pobaw, jest twój.
Agacie nie spodobał się szorstki ton głosu Marka. Podarował jej prezent, jeszcze tak kłopotliwy, i myśli, że to wystarczy do rozwiązania wszystkich ich problemów. Złapała pluszową, grzechoczącą mysz. Mężczyźni – pomyślała. – Wszyscy są tacy sami, beznadziejni. A ty, kotku?
Zwierzaczek zmierzył ją pełnym zainteresowania spojrzeniem złotych oczu. Widział kobietę niezbyt szczęśliwą, ale w jego przypadku była to pomyślna sytuacja. Agata wydała mu się zmęczona i przygnębiona, choć dostrzegał też skłonność do marzenia o poprawie. Czyli w sumie była całkiem przeciętna, normalna. Spodobała mu się.
_________________ Lucek o Rybce: spojrzenie "nie bądź śmieszny" i uśmiech, którego nawet ja bym się bał.
Ostatnio zmieniony przez Ag 2010-01-09, 23:33, w całości zmieniany 2 razy
Nie możesz pisać nowych tematów Możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum