Witamy na forum Internetowego Klubu Autorów Rozmaitych. Zapraszamy zarówno Ikarytów, jak i nie-klubowiczów do dyskusji, ćwiczeń i szlifowania warsztatu. Gwarantujemy, że czas spędzony na forum Ikara nie będzie czasem straconym. Jesteśmy tu po to, by uczyć się tworzyć teksty literackie, wspierać dobrą radą, oraz poznawać ludzi o podobnych zainteresowaniach. Celem klubu przede wszystkim jest dobra zabawa, rozwijanie talentu i rozmowy około literackie.
Czy jesteś spamerem?: Ilość moich postów prawdę ci powie.
Czy umiesz pisać?: Niestety nie.
Czy umiesz czytać?: Niestety tak.
Dołączył: 23 Lis 2007 Posty: 1453 Skąd: Ciućkowo Górne
Wysłany: 2009-10-02, 00:52 Kombajn w galarecie
Co prawda nie zgłaszałem się, ale widzę, że kombajny mają się bardzo kiepsko, więc nawet mój tekst nie jest w stanie im zaszkodzić.
Gibki zajechał pod bramę, gdzie już czekało sporo znajomych. Zsiadł ze zdezelowanego Harleya i podszedł do grupki przyjaciół, stojących przy zamkniętej na kłódkę, blaszanej budzie.
– Cześć, stary – zawołał wysoki blondyn, ubrany w wytarte jeansy i czarną bluzkę z napisem „Jebać biedę”. Otworzył butelkę tyskiego o powykrzywiane zęby i podał przyjacielowi. – Jest sprawencja.
– Co tam? – upił spory łyk.
– Pamiętasz, jak opowiadałem ci o Marcie? – odsunął się od pozostałej dwójki i pociągnął Gibkiego za sobą.
– O kim?
– O tej lasce, co ma cycki jak twój łeb.
– No, co z nią?
– Słyszałem, że została zgwałcona.
– Szkoda? – spojrzał ironicznie.
– Jak dla kogo… – blondyn wpatrywał się badawczo w przyjaciela.
– To znaczy?
– To, kurwa, byłeś ty, prawda? – przysunął się i szepnął konspiracyjnie przyjacielowi do ucha.
– Jak to ja?
– Gibki, nie pierdol.
– O co ci chodzi?
– O ten kombajn co nie chodzi, kurwa.
– Co z nim? – Gibki spojrzał w stronę starego, doszczętnie spalonego kombajnu, który stał na ich miejscówce od wieków. Był już dla nich kultowy.
– Kurwa, to był żart. Po prostu wiem, że to ty.
– No i chuj z tego?
– Wiesz, że cię nie sprzedam, przecież jesteś moim najlepszym kumplem, stary – klepnął go porozumiewawczo w ramię. Na chwilę wstrzymał oddech i zawahał się, zanim znów zaczął mówić. – Ale chcę, żebyś mi w zamian… zrobił loda.
– Co, kurwa? – Kolana Gibkiego zatrzęsły się jakby były z galarety.
– Powinieneś widzieć swoją minę, ale żeś gały wywalił! – Blondyn zwijał się ze śmiechu.
– Zajebiście zabawny jesteś – chłopak udał, że się śmieje. Przywalił kumplowi w ramię, celowo trochę za mocno.
– Nie no, tak poważnie, to bym chciał bzyknąć twoją Aśkę.
Zapadła cisza. Gibki czekał, aż przyjaciel znów zaśmieje się do rozpuku, ale to nie nastąpiło. Stali i wpatrywali się w siebie badawczo.
– O kurwa, ty tak poważnie?
– Wiesz…
– Wiem. I tak zawsze miała kisiel w gaciach na twój widok – Gibki udawał beztroskiego.
– Powaga? Dzięki, stary! – klepnął przyjaciela w ramię bez zastanowienia.
***
Następnego dnia spotkali się jak zwykle za bramą na terenie rupieciarni. Deszcz obmywał kultowy kombajn, błoto chlupotało w butach motocyklistów, a gibkowa Aśka stała z chłopakiem przy jego zdezelowanym Harleyu.
– Cześć, stary! – wysoki blondyn podbiegł do nich, jak tylko ich zauważył.
– Cześć – Gibki podał mu rękę, robiąc przy tym minę jak srający kot na puszczy.
– Ale ty pierdolnięty jesteś. – Aśka miała bardzo nieprzyjemny śmiech, który brzmiał jak świńskie kwiczenie.
– A wy co tacy wesolutcy? – Gibki się wtrącił, pozorując irytację.
– Jaja sobie z ciebie robi – blondyn również zaczął się śmiać. To, że gibkowa dziewczyna miała obrzydliwie obleśny śmiech nie znaczyło jeszcze, że nie był zaraźliwy.
Gibki, zgodnie z umową pomiędzy nim a przyjacielem, cały czas udawał, że nie wie co zaszło między Aśką a blondynem. Prawda jednak była taka, że… tylko myślał, że wie. Wiedział, że jego dziewczyna przespała się z jego przyjacielem. Nie wiedział jednak, że nie był to jednorazowy wybryk. Robiła to od dobrego roku z okładem. W istocie blondyn poprosił go o ten jeden raz, bo wcześniej miał wyrzuty sumienia wielkie jak kupsko kombajnisty. Teraz, dzięki umowie wiedział, że Gibki był świadomy przynajmniej jednej ich wspólnej zabawy. Tak czy siak, było to pokręcone jak jasna cholera, a wbrew pozorom nie była to telenowela brazylijska, tylko samo życie.
– My tu pizdu gwizdu, a ten kombajn nie miał być w galarecie? – płynnie jak mocz zmienił temat blondyn.
– Srał, a nie miał. Nie widzisz, że nadal stoi rozjebany?
_________________ Jeg gidder ikke dessverre!
Ostatnio zmieniony przez Shiren 2010-04-11, 22:42, w całości zmieniany 1 raz
Nie możesz pisać nowych tematów Możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum