Witamy na forum Internetowego Klubu Autorów Rozmaitych. Zapraszamy zarówno Ikarytów, jak i nie-klubowiczów do dyskusji, ćwiczeń i szlifowania warsztatu. Gwarantujemy, że czas spędzony na forum Ikara nie będzie czasem straconym. Jesteśmy tu po to, by uczyć się tworzyć teksty literackie, wspierać dobrą radą, oraz poznawać ludzi o podobnych zainteresowaniach. Celem klubu przede wszystkim jest dobra zabawa, rozwijanie talentu i rozmowy około literackie.
- Tato, kto wymyślił ciuchcię? – Mały chłopczyk, trzymający drewnianą zabawkę-lokomotywę, zapytał swojego ojca czytającego gazetę. Mężczyzna zaszeleścił przekładaną stroną lektury.
- Niejaki Heron z Aleksandrii. – Spokojnie, nie odrywając oczu od czytanego tekstu, odpowiedział ojciec. Chłopczyk odstawił kolejkę na tory i przesuną ją do przodu.
- A kiedy to było?
- Jakieś dwieście lat temu. Czemu ciebie to tak interesuje? – Zerknął na dziecko.
- Bo chcę kiedyś zostać ma-szy-ni-stą – uśmiechną się wybrakowaną w ząbki mleczne buźką, uradowany, że wypowiedział tak skomplikowane słowo.
- To już nie chcesz zostać kapłanem Hermesa? – Ojciec zrobił wyrozumiałą minę. – Przecież tak bardzo fascynowały ciebie ich sztuczki z siłą Elektry.
- Ale ma-szy-ni-sta tak jeździ po całym świecie! A ja bym chciał zobaczyć ten kraj, gdzie podobno słońce świeci tak jasno, że ludzie cały czas mają zmrużone oczy!
- Czyli chcesz zostać podróżnikiem, a nie maszynistą, bo maszynista…
- Tato, a jak wymyślono ciuchcię? – Chłopczyk nie pozwolił dokończyć swojemu ojcu. Ten, jakby zdziwiony pytaniem, wychylił się zza gazety. Był wykształconym metafizykiem, lecz nigdy się nad tym nie zastanawiał – jak doszło do wymyślenia lokomotywy? Skąd się biorą pomysły?! Odłożył lekturę na kolana i popatrzył pytająco na synka.
- N-nie wiem – wybąkał, ale tak cicho, jakby tylko do siebie. Chłopczyk udawał, że nic się nie stało i dalej bawił się kolejką, zapomniawszy o co pytał.
Co kierowało wielkim konstruktorem Heronem? Co kierowało Archimedesem? W jaki sposób Euklides wymyślił taką niesamowitą, niezawodną geometrię? A Theon, Ptolemeusz? Skąd pomysł, żeby obserwować światło i badać jak się załamuje? Jak możliwa jest arytmetyka? Jak możliwa jest geometria, wreszcie jak możliwe są nauki przyrodnicze? Jak możliwa jest metafizyka…? Od tych pytań zabolała go głowa. Rozmasował sobie skroń i zamknął oczy. Musiał dowiedzieć się czegoś o życiu tych wielkich ludzi. Zbadać w jaki sposób dochodzili do swych pojęć, co nimi kierowało. On, Herakliusz z Aten musi się tego dowiedzieć!
- Synku, co ty na to, żebyśmy pojechali na parę dni do wujka Diofantosa w Aleksandrii?
- Tak! Tak! Chcę jechać! – Ucieszył się chłopczyk i zadowolony podbiegł się przytulić do ojca.
- A takim razie ruszamy jeszcze dzisiaj. N’embe! Pozwól tutaj.
Z drugiego pokoju dobiegły ich uszu odgłosy kroków. Za chwilę przed nimi stanęła murzynka i pochyliła głowę, czekając na rozkazy.
- N’embe, zapakuj do podróżnego kufra dwie togi wyjściowe Anaksymandra i jakieś moje dwie. Potem przygotuj togi podróżne. Po drodze idź do kuchni i powiedz, że obiad chcemy zjeść za pół godziny. Jak to wszystko zrobisz, to biegnij na targowisko i od Transporterów kup nam bilety do Aleksandrii, na dzisiaj. Najlepiej niech statek odpływa ze Sparty, tam dojedziemy koleją.
- Tak panie – murzynka kiwnęła głową ze zrozumieniem i odeszła, gdy Herakliusz skinął dłonią.
Dobę później, Herakliusz ze swoim synkiem Anaksymandrem w towarzystwie wielkiego uczonego i brata Diofantosa, weszli do tej części Wielkiej Biblioteki Aleksandryjskiej, jaka przeznaczona jest dla nielicznych - Bruchejonu. Chłopczyk nie mógł oderwać oczu od wysokich, cedrowych półek, które jeszcze pół wieku temu były pełne zwojów papirusowych, a dzisiaj drukowanych ksiąg.
- Robi wrażenie, co? – Zaczął Diofantos.
- Owszem, owszem… Gdzie jest Dział Metafizyczny? – Zapytał Herakliusz.
- Tam – wskazał palcem – między Alchemicznym a Historycznym.
- A o wynalazkach, gdzie przeczytam?
- Zajrzyj do działu Techneologii, na prawo od Alchemicznego. Co ciebie tak nagle interesować to wszystko zaczęło?
- Widzisz, mam mnóstwo pytań, na które jeszcze nie umiem odpowiedzieć… Zajmiesz się w tym czasie Anaksymandrem – potarmosił po czuprynce synka.
- Oczywiście! Przecież wiesz, jak lubię mu opowiadać różne historie!
- Wujku, a opowiesz mi skąd wzięła się ciuchcia? Wiesz, że wczoraj jechałem taką do Sparty? – Chłopczyk zrozumiał, że mówią o nim i spróbował jeszcze bardziej zwrócić na siebie uwagę.
- Naprawdę? Oczywiście, że ci opowiem.
- Dziękuję, że chcesz się nim zająć. Nie wiem ile mi zajmie to czasu…
- Spokojnie, nie przejmuj się. W końcu łaska Hermesa spłynie i na ciebie – uśmiechną się do brata, po czym położył rękę na ramieniu Anaksymandra i skierował się z nim w stronę wyjścia.
Anaksymander i Diofantos położyli się naprzeciwko siebie na wygodnych łożach, przy których postawione były świeże owoce. Niewolnicy chłodzili ich wachlarzami z liści palmy.
- Wygodnie ci Anaksymandrze?
- Tak, wujku.
- To jedyny zwyczaj jaki przejęliśmy od tych barbarzyńskich Rzymian. Uważali się za takich rozwiniętych. Jednak nasze wojska szybko się z nimi rozprawiły i teraz mogą nam buty lizać. Wyobrażasz sobie? Chcieli z nas, Greków, zrobić niewolników! Arystoteles wiedział, że tylko Grecy są prawdziwymi ludźmi. Reszta – wskazał niewolników stojących dookoła nich – to zwierzęta. Aleksander Macedoński chciał traktować podbite plemiona jako ludzi i do czego to doprowadziło? Rozpadło się jego imperium. No ale ty, Anaksymandrze, chciałeś posłuchać o kolei, prawda?
- Tak, wujku.
- Widzisz, kolej ma dużo wspólnego z tymi wydarzeniami, o których wspomniałem. Kiedy to Aleksander Wielki, syn Filipa II założył to miasto, gdzie teraz jesteś, zjeżdżać się tutaj zaczęło mnóstwo wybitnych głów. Ściągała ich perspektywa nowych możliwości. I się nie zawiedli. Kiedy pierwszy faraon Grek zasiadł na tronie – ich marzenia o wielkim rozkwicie myśli ziściły się. Generał Aleksandra – Ptolemeusz I, był wielkim człowiekiem. To dzięki niemu teraz twój tato może czytać te wszystkie piękne księgi, po które jak trochę podrośniesz, pewnie i ty będziesz chciał sięgnąć.
- Tak, ja już chcę! – Podekscytował się Anaksymander.
- Jedną z tych wybitnych głów, które tutaj się zjawiły, był Heron. Człowiek błyskotliwy, rozumny i z wielkim darem Hermesa. Autor „Pneumatyki”, „Mechaniki” i innych wybitnych dzieł. Zrewolucjonizował nasze życie. Po tym jak skonstruował otwierane przez parę wodną drzwi do świątyni Thota, Ptolemeusz XIV, który jak jego wielki przodek niesamowicie łaknął nowinek technicznych, zachwycony, przeznaczył mu niemały majątek na kontynuowanie swoich odkryć. Niedługo potem na głównym placu przed pałacem stanął niezwykle dokładny zegar wodny, który odliczał godziny tak precyzyjnie, że już nie można było tłumaczyć spóźnienia się złą ilością piasku w klepsydrze. Dzisiaj posiadamy zegary z wahadłem, jednak postęp jaki w tamtych dniach się dokonał przedłożył się na wszystko to, co mamy dzisiaj. Jest sześćset pięćdziesiąty rok naszej ery, liczony od założenia tego wspaniałego miasta, które wyznacza współczesne horyzonty całego świata. Dzisiaj już wiemy, że próżnia istnieje, jednak jeszcze dwieście lat temu mocno w to wątpiono. I tutaj zaczyna się historia kolei.
- „Nareszcie, wujek zawsze robi długie wstępy” – przypomniał sobie chłopczyk.
- Pewnego razu Heron, po tym jak skonstruował ów słynny zegar, który dzisiaj można oglądać w Muzejonie, bawił się tłokiem, w takim urządzeniu jak obecnie wyglądają strzykawki. Zatkawszy wylot z drugiej strony, naciskał tłok i puszczał, naciskał i puszczał. Zdziwiło go, że ów tłok w pewnym momencie nie daje się mocniej nacisnąć i odskakuje. Doprowadziło go to do stwierdzenia, że powietrze składa się z takich małych cząsteczek, które nie pasują do siebie. Następnie nalewał do „strzykawki” wody i widział, że gdy odsuwa tłok, to ten wtedy chce wrócić do momentu, gdy styka się z cieczą. Następnie próbował podgrzewać gaz i go ochładzać. Zauważył pewną zależność, że gdy para robi się cieplejsza, to tłok się sam wysuwa, a gdy się ochładza – para się cofa. Pewnego razu spróbował nie pozwolić przesunąć się nagrzanemu tłokowi. Jakie było jego zdziwienie, gdy ten pękł i jedna z jego części odskoczyła na znaczną odległość! Wtedy wymyślił, jak to nazwał „teorię ciśnienia”. Spróbował to wszystko, tak jak dotychczas – zastosować w praktyce. Zamiast tłoku – włożył uszczelnioną strzałę do łuku. Wycelował nią w tarczę oddaloną o czterdzieści kroków, czyli tyle ile wynosił wtedy zasięg przeciętnego łuku. Rozgrzał parę wodną – stwierdził, że posiada więcej pasujących do siebie cząstek, niż powietrze, co sprawia, że można jej więcej „upakować” w małym pojemniku – i w pewnym momencie poluzował spust. Jakże się zdziwił, że strzała przebiła tarczę na wylot! Wbiła się tak mocno, że nie dało się jej wyjąć. Zwiększył odległość do osiemdziesięciu kroków, potem do stu, aż przekonał się, że im więcej gorącej pary upakuje do pojemnika ze strzałą, tym dalej ona poleci! Potem nieco zmodyfikował strzałę i samo urządzenie. Po paru miesiącach dopracowań i ulepszeń przedstawił wynalazek faraonowi. Heron poprosił, by władca wybrał najlepszego łucznika, który zmierzy się z jego wynalazkiem w konkurencji najdalszego i najprecyzyjniejszego strzału. Strzelec był naprawdę utalentowany. Potrafił trafić jabłko z odległości sześćdziesięciu kroków! Zwiększano ją i zwiększano, aż łucznik w końcu nie trafił. Było osiemdziesiąt kroków. Pewny swego Heron kazał umieścić jabłko w odległości stu sześćdziesięciu kroków! Faraon uznał go za szaleńca, ale był zbyt ciekawski, by uznać swego wynalazcę za głupca. Heron – trafił. Z początku zdziwiony, następnie zachwycony i w końcu uradowany Ptolemeusz, który w lot wymyślił przeznaczenie tego wynalazku – kazał uzbroić w niego swoją armię. Oddział nazwał Parownikami. Niecały rok później mógł się przekonać w bitwie z barbarzyńcami z północy – Rzymianami, jak skuteczna to była broń. Co prawda duża i niezbyt szybkostrzelna, bo przypominająca piec na kołach, jednak bardzo precyzyjna i z wielką siłą rażenia. Wtedy już miotała długie na dziesięć stóp i grube jak noga słonia strzały na odległość pięciuset kroków! Technologia jej produkcji znana była tylko najznamienitszym konstruktorom. Między innymi dzięki temu urządzeniu udało odeprzeć się legiony Rzymskie. Głupcy, naprawdę myśleli, że swoim „żółwiem” coś zdołają zrobić! Kolej była następnym wynalazkiem Herona. Przypadkiem, gdy strzelał ze swego parownika trafił w deskę, która popchnęła koło, a te z kolei potoczyło się. Metodą prób i błędów, gdyż jeszcze wtedy żaden z wybitnych matematyków-metafizyków nie opisał praw, które rządzą tym zjawiskiem, zbudował pierwszy tłok kolejowy. Jego wynalazek zużywał wielkich ilości drzewa na podgrzewanie pary, jednak Ptolemeusz nie żałował pieniędzy. Drzewo sprowadzano Nilem z południa. Heron po pięciu latach, gdy faraon już tracił jakąkolwiek nadzieję na nowy wynalazek, wyjechał ze swego warsztatu pierwszą na świecie koleją. Przejechał tylko dystans dwustu kroków, jednak zrobił wielkie wrażenie na uczestnikach pokazu. Oto na świecie pojawił się pierwszy pojazd, który nie potrzebował koni, by się poruszać, tylko ognia i pary. Gdy go spytano jak silny jest jego pojazd, kazał konie i ciągnąć im w przeciwną stronę. Dopiero jedenasty koń spowodował, że lokomotywa nie napierała na przód, tylko zaczęła się cofać. Wtedy, wielki konstruktor, stwierdził, że jego maszyna, zwana lokomotywą ma siłę dziesięciu koni mechanicznych. Heron zginą parę miesięcy później, na skutek wybuchu nieszczelnego tłoka. Jednak jego uczniowie kontynuowali dzieło mistrza i ulepszali je. Dziesięć lat później pojawił się matematyk, który zdołał opracować prawo zachowania energii i masy, Theon z Aleksandrii, którego teoretyczna praca pomogła w dokładniejszych konstrukcjach nowych urządzeń.
Anaksymander nie przerywał. Energicznie pomrugał i na chwilkę zamknął oczy.
- Rozwój kolei pociągną za sobą wiele nowego. Odkryto złoża Czarnego Kamienia, który pali się lepiej od drzewa, mówiąc językiem Theona – posiada więcej energii. Obecnie to jest podstawowym paliwem okrętów parowych i kolei. Słyszałem, że zaczęto eksperymentować z Czarną Wodą, odkopaną na ziemiach Babilonu. Poza tym zakon Hermesa odkrył siłę Elektry i obiecują, że niedługo w naszych miastach dzień będzie trwał całą dobę!
W końcu chłopczyk ziewnął.
- Widzę, że zmęczyła cię drogi chłopcze opowieść. – Chłopczyk tylko przytaknął.
- Dziękuję, wujku za opowieść, jednak spać mi się bardzo chce. Mogę iść lulu?
- Oczywiście. Ty – wskazał na niewolnicę – zaprowadź chłopca do jego pokoju.
***
Dzisiaj jest dwa tysiące trzysta czterdziesty rok od założenia Aleksandrii. Sporo się w świecie od tej pory zmieniło. – Przemawiał do klasy profesor historii dziejów technologii. – Posiadamy laboratoria naukowe na Księżycu, Marsie, niedługo zostanie wysłana ekspedycja z udziałem ludzi na księżyce Jowisza. Już nie ma zakonu Hermesa, a „Krytyka czystego rozumu” Herakliusza z Aten została zastąpiona kwantową teorią Tomasza z Akwinu. Kto wie, co w przyszłości jeszcze nas czeka…
Nie możesz pisać nowych tematów Możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum